piątek, 12 stycznia 2018

Kasztany pieczone z ziemniakami



Listy przypadkowych rzeczy, dziwny wspólny mianownik. Na przykład lista zapachów codzienności:
- zeschły mech i pojedyncze białe ziarna piachu
- rozmiękłe łodygi kwiatów przyniesionych z targu
- papierowe torebki po bułkach
- ludzie są wilgotni i ich ubrania pachną tą wilgocią: niektórych zimną, innych rozkręconymi grzejnikami
- skóra na lini szczęki po goleniu
- śnieg z deszczem ze śmiechem
- moje dwie wierzby w salonie: jedna kwitnie i dotyka już niemal ziemi, druga ciemnymi gałęziami próbuje chwytać powietrze ze wszystkich stron, nie ma w niej spokoju
- oszalałe pąki na gałęziach, gdzie jest zima
- kosmata mucha obudzona w środku stycznia, rozbija się o lampę jak w upalną noc

Nic nie jest na swoim miejscu, wodzę palcem po mapie jak ćma wokół świeczki. Ostatnio wylądowaliśmy w Budapeszcie, rekordowo ciepłym w tym styczniu. Milion rozedrganych woni, płynącym w wartkim nurcie Dunaju. Wapienne skały. Spływająca po nich woda. Gorące źródła. Smażona papryka. Pieczone kasztany.

Kasztany pieczone z ziemniakami 

- 750 g kasztanów
- 400 g malutkich ziemniaków truflowych
- 4 łyżki oliwy
- sproszkowane chilli
- masala
- sól

1. Skórkę na kasztanach nacinamy w poprzek. Ziemniaki nacinamy na 3/4 głębokości. 
2. Oliwę mieszamy z masalą, chilli i solą. Powstałym sosem zalewamy kasztany i ziemniak, dokładnie mieszamy. 
3. Kasztany i ziemniaki układamy na blasze, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy ok. 30 minut, aż zmiękną. 




czwartek, 11 stycznia 2018

Tiramisu cytrynowe


Daleko teraz do wiolonczelowych koncertów mrozu. Jedyne dźwięki "cello" jakie połyskują radośnie w mglistym styczniu, są w limoncello. Promienny likier słońca nasącza powoli biszkoptowe poduszki, przedzierając sobie przez chmury ścieżkę do wiosny.
Potrzebujemy lekkości. Potrzebujemy słodyczy.
I najradośniejszego tortu urodzinowego, jaki może rozkwitnąć w środku zimy.

Tiramisu cytrynowe 

- 400 g mascarpone
- 400 g śmietanki 30%
- 2 żółtka
- ok. 250 ml limoncello
- laska wanilii
- 70 g białej czekolady
- skórka otarta z 1 cytryny
- ok. 300 g biszkoptów lady fingers
- 2 łyżeczki drobnego cukru

1. Śmietankę ubijamy na sztywno, dodajemy mascarpone, ziarna z rozciętej laski wanilii i skórkę z cytryny. Żółtka ucieramy na puch z cukrem. Wszystko delikatnie mieszamy. 
2. Na dnie tortownicy układamy biszkopty. Zamykamy obręcz i do biszkoptowego dna doklejamy kocie języczki, maczając je w rozpuszczonej białej czekoladzie i sklejając. Biszkopty na dnie polewamy limoncello. 
3. Na warstwie biszkoptowego dna układamy część kremu mascarpone, biszkopty, polewamy limoncello i tak przekładamy warstwy do skończenia składników. 
4. Tiramisu wkładamy do lodówki na minimum 3 godziny przed podaniem.




środa, 3 stycznia 2018

Krewetki z makaronem - klasyk


Taka mała noworoczna przyjemność. Soczyste, duże krewetki z chilli smażone na maśle- zdecydowanie są w mojej pierwszej dziesiątce najulubieńszych potraw. Niewiele potrzeba, by były doskonałe, jednak w większości przypadków, kiedy je zamawiam poza domem, są rozczarowujące. Stąd też poradnik ze złotymi zasadami, jak przygotować krewetki:
- Zawsze kupujemy surowe (im większe, tym lepiej, a z głowami to już w ogóle bajka). Już ugotowane nie mają sensu, mają kiepską strukturę i mało smaku.
- Oczyszczamy je z przewodu pokarmowego - tej czarnej kreski na grzbiecie. 
- Marynujemy z czosnkiem i chilli przynajmniej przez trzy godziny. Koniecznie w lodówce.
- Smażymy je partiami, tak by każda krewetka miała swoje miejsce na patelni. 750 g podzieliłam na 5 porcji, każdą z nich smażyłam na ok. 40 g masła. 
- Nie przesmażamy krewetek! Mają pozostać soczyste - wystarczy im około minuty lub mniej z każdej strony.
- Nie odgrzewamy ich ponownie. Nigdy. Staną się suche. Trzeba je podawać od razu po usmażeniu, jeszcze skwierczące.
- Obieramy je z pancerzy palcami. Tak smakują najlepiej. Sama przyjemność. Zwłaszcza, jeśli obok mamy chłodne białe wino.

Krewetki z makaronem

Krewetki:

- 750 g surowych krewetek tygrysich w pancerzach
- 1-2 łyżki sambal oelek / 2 strąki chilli
- 4 ząbki czosnku
- 2 łyżki oliwy
- 200 g masła
- pieprz
- sól

Makaron:

- 200 g świeżego tagliatelle
- 150 ml białego wytrawnego wina
- *masło ze smażenia krewetek

1. Świeże lub rozmrożone krewetki oczyszczamy z przewodu pokarmowego, rozcinając płytko grzbiet i wyciągając ciemną nitkę.
2. Czosnek przeciskamy przez praskę, mieszamy na pastę z oliwą, sambalem lub posiekaną chilli, odrobiną soli i pieprzu. 
3. Krewetki dokładnie mieszamy z powstałą pastą tak, by każda była nią pokryta. Odstawiamy na minimum trzy godziny do lodówki.
4. Krewetki smażymy partiami na dużej ilości masła. Na rozgrzanej patelni układamy je tak, by każda miała miejsce. Smażymy po minucie z każdej strony. 

5. Makaron gotujemy nieco krócej, niż al dente. 
6. W garnku zagotowujemy wino wymieszane z masłem pozostałym ze smażenia krewetek. Wrzucamy makaron, gotujemy go jeszcze minutę, by był al dente. 
7. Makaron mieszamy z krewetkami. Jemy palcami - krewetki przecież trzeba obierać z pancerzyków.

sobota, 23 grudnia 2017

Makaron z pieczoną dynią i sosem maślanym




Najbliższe dni powinny być proste. Samo piano. Przyjemność płynąca z ciepła drewna, domu i spotkań.

Ten przepis jest najłatwiejszy i najbardziej efektowny na świecie. Dynia karmelizuje się w piekarniku, makaron chłonie maślany sos winny, gorgonzola roztapia się jak pojedyncze płatki śniegu, kiedy tylko dotkną czubka nosa. Wrzućcie wszystko na jeden półmisek i ustawcie go na środku stołu. Tam się spotkamy. Po prostu.

Makaron z pieczoną dynią i sosem maślanym:

Dynia i makaron:

- pół dyni piżmowej na osobę
- ok. 150 g makaronu orecchiette na osobę
- gorgonzola
- oliwa z oliwek
- pasta chili
- sól


sos (4 porcje):

- 100 g masła 
- 250 ml wytrawnego białego wina
- 2 szalotki
- 2 ząbki czosnku
- kilka gałązek rozmaryny
- skórka z 1/2 cytryny
- 4 liście laurowe
- 6 ziaren ziela angielskiego
- sól
- zielony pieprz młotkowany

1. Dynię kroimy wzdłuż, wydrążamy gniazdo nasienne. Następnie nacinamy w poprzek  na 3/4 głębokości. 
2. Oliwę mieszamy z pastą chilli i solą. Polewamy dynię od wewnątrz. 
3. Dynię pieczemy w 200 stopniach przez ok.40 minut, skórą do góry.

4. W garnku o podwójnym dnie podsmażamy na łyżce masła posiekaną drobno szalotkę i zgnieciony czosnek. Zalewamy winem, dodajemy liście laurowe i ziele angielskie, zagotowujemy - gotujemy przez 3 minuty.
5. Do garnka dodajemy masło, ubijamy delikatnie trzepaczką. Gotujemy ok. 2 minuty. 
6. Po zdjęciu z ognia doprawiamy solą, świeżo młotkowanym zielonym pieprzem, skórką utartą ze sparzonej cytryny i posiekanym rozmarynem. 

7. Makaron gotujmy al dente. Zostawiamy 3 łyżki wody z gotowania, resztę odsączamy.
8. Makaron wrzucamy z powrotem do garnka, zalewamy sosem i podgrzewamy razem przez minutę.
9. Makaron wykładamy na duży półmisek, układamy na nim gorące dynie i rozrzucamy na wierzchu kawałki gorgonzoli. 

czwartek, 21 grudnia 2017

Korzenne "śledzie" z boczniaków. Wegańskie i pyszne!





Cykliczność zdarzeń jest zjawiskiem fascynującym. Powtarzamy schematy, jakby były matematycznymi wzorami, których nikt nie może podważyć. Nawet jeśli jesteśmy świadomi architektury naszych zachowań, to powracamy do nich w jakimś stopniu, do utartych ścieżek. Zazwyczaj tą dobrą drogą, na którą warto wchodzić w określonym czasie roku, jest miła tradycja. Zwłaszcza kulinarna.

Nieczęsto mam ochotę na śledzie. Ten rarytas rezerwuję raczej na Boże Narodzenie, wtedy smakują najlepiej! Miło by było, gdyby każdy przy stole mógł uczestniczyć w sensorycznej tradycji, w dorocznym, bardzo starym rytuale, żeby nikt nie był wykluczony.
Na tę potrzebę integracji odpowiada przepis na korzenne "śledzie" z boczniaków. I od razu przygotujcie więcej, bo jestem przekonana, że chętnych będzie więcej, niż tylko wege Goście. Na przykład wszyscy.
I absolutnie koniecznie zachowajcie sosik z pieczenia ziemniaków! Będzie sentymentalnie. Zobaczycie, że każdy rozpłynie się nad zwyczajnym upieczonym ziemniakiem. Polejcie go olejem rydzowym, tak po prostu. Rozpoczniecie tym wieczór wspomnień.

Korzenne "śledzie" z boczniaków z ziemniakami hasselback

Śledzie: 

- 500 g boczniaków
- 2 duże szalotki (lub 3-4 mniejsze)
- 1.5 czerwonej papryki
- 1 większa marchewka
- 35 g węgierskiej ostrej pasty paprykowej
- 80 ml oleju rydzowego
- łyżka oleju rzepakowego
- 3 łyżki białego octu winnego
- 2 łyżeczki wędzonej mielonej papryki 
- 4 ziarna kawy
- 1/4 łyżeczka nasion kuminu
- mielony cynamon
- 4 goździki
- 4 liście laurowe
- 5-6 ziaren ziela angielskiego
- sól
- pieprz
- odrobina wody

Ziemniaki hasselback

- 4 małe ziemniaki na osobę
- białe wytrawne wino - tyle, by przykryło ziemniaki do połowy
- 4 ząbki czosnku
- 3 gałązki rozmarynu
- sól
- pieprz
- olej rydzowy

Śledzie z boczniaków:

1. Szalotki kroimy w piórka, paprykę w cienkie paski, marchewkę w plasterki. 
2. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju rzepakowego, wrzucamy warzywa oraz przyprawy (poza wędzoną papryką!) i podsmażamy 3 minuty.
3. Do warzyw dorzucamy boczniaki - większe porwane na kawałki, mniejsze w całości. Dusimy z niewielkim dodatkiem wody przez 10 minut. Zdejmujemy z ognia, studzimy. 
4. Olej rydzowy, ocet, pastę paprykową, mieloną wędzoną paprykę, sól i pieprz mieszamy ze sobą. Dodajemy do boczniaków, mieszamy dokładnie, by były pokryte marynatą. 
5. Boczniaki odstawiamy do lodówki przynajmniej na 12 godzin.


Ziemniaki:

1. Ziemniaki dokładnie szorujemy. Nacinamy w paseczki do 3/4 głębokości. Układamy w żaroodpornym naczyniu, nacięciem do góry. 
2. Wino mieszamy z solą i pieprzem, zalewamy nim ziemniaki. Pomiędzy nimi układamy gałązki rozmarynu i czosnek pokrojony w cienkie plasterki. 
3. Ziemniaki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez godzinę. Od czasu do czasu polewamy je od góry sosem z wina.
4. Ziemniaki podajemy na gorąco polane olejem rydzowym.

wtorek, 19 grudnia 2017

Świąteczna polenta z cykorią

Nastrój już mam tak świąteczny, jak jasność od wszystkich migających ciepłem światełek okien. Dni są z cynamonu, ciepły korzenny jazz sączy się z głośników. Złote papierki, brokatowe bombki, iskrzący się przymrozek - wszystko zapowiada wielką celebrację.

Oto kolejny przepis z serii "Ratunku, wegetarianie przyjeżdżają na Święta!". Jest bardzo odświętny i elegancki, z drugiej strony aksamitna polenta to wspaniały comfort food. Rewelacyjne rozwiązanie, nie tylko dla osób, które nie jedzą ryb i mięsa. To jedno z tych dań, które uzależnia i nie chce przestawać się go jeść. Tak właśnie powinno smakować Boże Narodzenie!

Świąteczna polenta z cykorią (3-4 porcje)

Sos z cykorii i szalotki:

- 3-4 białe cykorie
- 4 szalotki
- 2 ząbki czosnku
- 350 ml czerwonego wytrawnego wina
- 3 łyżeczki pomarańczowego balsamico
- 4 łyżki masła
- 1 łyżka miodu
- laska cynamonu
- 6 goździków
- 4 liście laurowe
- 6 kulek ziela angielskiego
- chilli 
- pieprz
- sól

Polenta:

- 200 g drobnej polenty
- 200 ml śmietanki 30%
- ok. 350 ml bulionu warzywnego (lub wody)
- 2 łyżki masła
- 3 łyżki startego parmezanu
- 3 liście laurowe
- gałka muszkatołowa
- pieprz
- ew. sól

Sos z cykorii i szalotki:

1. Szalotkę kroimy w piórka, czosnek rozgniatamy końcem noża. Wrzucamy na rozgrzane masło w dużej, głębokiej patelni. Dodajemy liście laurowe, ziele, goździki i cynamon. Podsmażamy na małym ogniu, aż szalotka zmięknie. 
2. Cykorię kroimy wzdłuż na pół, wycinamy głąb. Kroimy w piórka i wrzucamy na patelnię. Zalewamy połową wina i dusimy, aż płyn odparuje. 
3. Do sosu dolewamy pozostałe wino, balsamico i miód. Doprawiamy solą, pieprzem i chilli. Dusimy, aż z wina pozostanie lepki, lśniący sos. 

Polenta:

1. W garnku o podwójnym dnie podgrzewamy bulion, masło, śmietankę i liście laurowe. Gdy zacznie się gotować, powoli wsypujemy polentę, cały czas mieszając długą drewnianą łyżką.
2. Zmniejszamy ogień i gotujemy polentę przez ok.3 minuty, ciągle mieszając, aż delikatnie zgęstnieje. Wtedy wsypujemy parmezan, świeżo utartą gałkę i pieprz. W razie potrzeby doprawiamy solą.

Polentę wylewamy na talerze, na wierzchu układamy sporo sosu i podajemy z jajkiem w koszulce. Uwaga! Należy podać od razu, ponieważ jeśli jajko poleży chwilkę za długo na gorącym sosie, żółtko się zetnie ( tak, właśnie dlatego na zdjęciu nie ma wypływającego pięknie żółteczka... zdjęcia zajęły mi o minutę za długo ),

Grzaniec z białego wina



Zima rządzi się własnymi prawami. Na przykład jedną z jej naczelnych zasad jest prawo do przytulności, do miękkości i rozgrzewania czułością. I grzańcem. Bez niego ten cudowny, spokojny sezon nie byłby kompletny.

Grzaniec z białego wina jest nieco rzadziej spotykany od klasycznego czerwonego. Uwielbiam go, jest odświeżający, bardzo, bardzo aromatyczny za sprawą kardamonu, anyżu i rozmarynu. Użyjcie miodu eukaliptusowego, by nadać mu wyjątkowy posmak.
Przygotujcie go koniecznie, stanie się hitem Świąt!

Grzaniec z białego wina

- 450 ml białego wytrawnego wina (używam rizling vlašský)
- sok z 1 dużej pomarańczy
- skórka otarta z 1/2 pomarańczy
- 2-3 cm kawałek świeżego imbiru
- 2-3 strączki zielonego kardamonu
- 2 laski cynamonu
- 2 małe gwiazdki lub 1 duża anyżu gwieździstego
- 2 gałązki rozmarynu
- duża łyżka miodu eukaliptusowego (lub jakiegokolwiek dobrej jakości)

1. Do garnka wlewamy wino
2. Pomarańczę sparzamy, ścieramy z niej skórkę. Na tarce ścieramy także imbir. Prosto do garnka, w którym jest już wino.
3. Do wina dodajemy rozbity końcówką noża kardamon, anyż i cynamon. Podgrzewamy na małym ogniu do granicy wrzenia. Wyłączamy ogień.
4. Do wina dodajemy miód, mieszamy do rozpuszczenia. Nie podgrzewamy! Miód traci wtedy wartości!
5. Grzańca przelewamy do kubków przez drobne sitko. Na koniec odciskamy z sitka esencję do grzańca.
6. Do grzańca wkładamy roztarte w dłoniach gałązki rozmarynu.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Kasza perłowa z grzybami




Chodzimy po skruszałych źdźbłach, cienkich ścieżynkach lodu. Nasz srebrny piesek zostawia ślady łapek na szronie, który nie zdążył stopnieć przed porankiem. Mój zimowy pompon na czapce próbuje się zerwać do sikorek skaczących na gałęziach.
Spacerujemy jak codzień, uważni na wszystkie przygody i spotkania z sójkami i końmi, ale większością myśli jestem już zatopiona w świętach. W głowie mam tylko witraż zapachów, tak wyjątkowy przez kilka dni w roku.

Z doświadczenia wiem, że zwłaszcza w święta w wielu domach ludzie głowią się, co przygotować dla swoich wegetarian. Bo to jednak Boże Narodzenie! Fajnie byłoby, żeby było to coś specjalnego i w klimacie.
W tym tygodniu znajdziecie u mnie serię wyjątkowych, odświętnych dań na tę okazję. Nie przegapcie niczego, bo będzie pysznie. Dla wszystkich.
P.S. Ta kasza z grzybami jest wegańska!

Kasza perłowa z grzybami ( 2-3 porcje )

- 500 g malutkich świeżych pieczarek
- garść suszonych grzybów 
- 250 g białej kiełbasy wegetariańskiej 
- 200 g suchej kaszy perłowej
- 1 cebula
- 2-3 ząbki czosnku
- 100 ml wytrawnego białego wina
- majeranek
- tymianek lub pietruszka
- 4 liście laurowe
- 5-6 ziaren ziela angielskiego
- pieprz 
- oliwa
- sól 

1. Pieczarki bardzo dokładnie myjemy, pozbawiamy nóżek i wycieramy do sucha. 
2. Cebulę kroimy w piórka, czosnek przeciskamy przez praskę. 
3. W głębokiej patelni rozgrzewamy 3 łyżki oliwy. Podsmażamy cebulę, czosnek, liście laurowe i ziele angielskie, po minucie dodajemy kapelusze pieczareczek - w całości i solimy. 
4. Gdy pieczarki lekko się zezłocą, wrzucamy roztarte w dłoniach suszone grzyby i zalewamy winem. Dusimy, aż płyn całkowicie się zredukuje. Doprawiamy świeżym majerankiem i tymiankiem i pieprzem. 
5. W międzyczasie gotujemy kaszę. * ja używam do tego bulionu grzybowego, by miała jeszcze więcej świątecznego smaku. 
6. Vege kiełbaski kroimy na plastry, podsmażamy na odrobinie gorącego oleju na złoto z dwóch stron na patelni. 
7. Wszystkie składniki ze sobą mieszamy. 

Kasza perłowa z grzybami może być też świetnym farszem do wegetariańskich gołąbków. Trzeba tylko wówczas drobno posiekać pieczarki i kiełbaski.


piątek, 15 grudnia 2017

Szarlotka z bezą - najlepsza



"Oto zimą, jabłonie,
oto gil w pąsie tonie.
Gil ma jak pestka serduszko.
Gil - zimowe jabłuszko." ( J.Harasymowicz, Sad, styczeń )

Szczęście jest tak proste jak rym. Nic nie trzeba więcej, może trochę wtórnej niewinności, nieskomplikowanej melodyki, zabawnej przyśpiewki, która na całe tygodnie potrafi utkwić w głowie.
Zimą najłatwiej jest znaleźć radość. To przez śnieg, przez białe przestrzenie, iskrzy najwyraźniej. Jasna cisza otula wszystko, jest swetrem błogostanu naciągniętym po same uszy. 

Szarlotka to właśnie takie ciasto-sweter, z którym każdy czuje się przytulnie. Koniecznie upieczcie ją na święta. Poniżej przepis na najlepszą szarlotkę wg mojej Mamy, naszą ulubioną! Tym razem w zimowym wydaniu, z bezą i o aromacie pomarańczy.



Szarlotka: 

Ciasto:
- 0,5 kg mąki pszennej
- 200 g masła
- 1/2 szklanki oleju
- 3 żółtka + 1 całe jajko
- 2-3 łyżki cukru
- łyżeczka proszku do pieczenia

Jabłka:
- ok. 2.5kg jabłek
- cynamon
- *cukier
- skórka otarta z pomarańczy
- galaretka pomarańczowa
- 4 łyżki masła

Beza:
- 5 białek
- ok. 300 g drobnego cukru

1. Mąkę, cukier, proszek do pieczenia rozcieramy z masłem. Dodajemy żółtka, jedno jajko i olej, szybko zagniatamy gładkie ciasto. Dzielimy na dwie części w proporcji 3/4. Zawijamy w folię i odstawiamy do lodówki na godzinę. 
2. Obrane i pokrojone jabłka prażymy z dodatkiem masła. Doprawiamy cynamonem, skórką pomarańczową i w razie potrzeby *cukrem. Dodajemy galaretkę, mieszamy dokładnie. Studzimy!
3. Białka w temperaturze pokojowej ubijamy na sztywną, lśniącą pianę, stopniowo i powoli dodając cukier, aż do całkowitego rozpuszczenia kryształków.
4. Nasmarowaną masłem blachę wykładamy ciastem. Spód podpiekamy przez 15 minut w 180 stopniach. Na nim układamy jabłka i pianę z białek, a na wierzchu pozostałe ciasto - starte na tarce. 
5. Szarlotkę pieczemy kolejne 40 min w 180 stopniach. 

Szarlotkę warto wystudzić przed krojeniem, o ile dacie radę się powstrzymać. Pewnie nie - ale później na prawdę trzymajcie ją w chłodzie, by jabłka stężały.


czwartek, 14 grudnia 2017

Wietnam pod Warszawą - Wólka Kosowska

Phở. 
Bánh mì.
Takie piękne sny.
Wstajesz raniutko, kiedy jest zupełnie ciemno. Burczy Ci w brzuchu, co słychać wyjątkowo głośno w cichym, śpiącym jeszcze mieście. Pakujesz się półprzytomnie do samochodu i ruszasz. Za parę godzin siądziesz nad wyśnioną miską parujących pyszności w małym Wietnamie, zagubionym pośród hal w Wólce Kosowskiej. 

Zimno. Odnajdujemy lokal w jednej z hal, przysiadamy się do stołu. Herbata na początek robi dobrze. Zwłaszcza w tej cudownej, prześwitującej ceramice. Pora jest co najmniej śniadaniowa, więc zaczynamy od bagietki - bánh mì - na bogato: z wieprzowiną, z jajkiem, z piklami nakładanymi rękoma z woreczka.
A później... później to już jest kalejdoskop smaków. Zamawiamy wielkie porcje makaronu lub ryżu, pełne ziół, z bogatymi wywarami i sosami (mhm, rybny, to na pewno!), z wołowiną, kaczką, bambusem. W między czasie przychodzi malutka pani i misternie przygotowuje kawę, cudownie intensywną. Jemy desery, chè w neonowych kolorach, z durianem, pijemy koktajle z guanabana.
Zakupy. Przepadam jak zawsze. Kolendra, pachnotka, mięta, tajska bazylia, musztardowiec. W moim koszyku już pachnie zabójczo. Dokładam wielkie kawałki kory cynamonu, czarny kardamon i anyż. Czas podkręcić imprezę - butlą srirachy oczywiście! Biorę parę kawałków cudownie jedwabistego świeżego tofu. Na później karmel kokosowy, miniaturowe białe bakłażany w zalewie i pastę krewetkową. Przy kasie chwytam jeszcze za okrę, Wietnamka tłumaczy mi, że jest świetna na stawy. 

Jesteśmy najedzeni tak bardzo, że podroby bierzemy na wynos, ale i tak jemy je w samochodzie, póki są ciepłe. Zaskakuje nas tekstura, nie do końca wiemy, który narząd spożywamy w danej chwili. Coś chrupie i chrzęści, jest pysznie. 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Długo czekałam na wyjazd do Wólki z Pyzą. W końcu, dzięki M. wybraliśmy się na wielkie ucztowanie. Byłam podekscytowana od momentu, kiedy wpadliśmy po drodze z Warszawy do Krakowa na pho. Wiedziałam, że do odkrycia jest znacznie więcej.
I jeśli chcecie spróbować najlepszego, co oferuje ten nie do końca najładniejszy przybytek, dzwońcie do Pyzy :) Odbędziecie smakowitą przygodę!
parowana bułeczka z wieprzowiną - bánh bao

makaron ryżowy z wołowiną i świeżymi ziołami - bún bò nam bộ
grillowana kaczka - ngán nướng

zupa z kaczką i bambusem - bún ngan
 wietnamska kawa - cà phê đá
smażone podroby: jelita, jajowody, krtań, żołądek - lòng xao